czwartek, 16 sierpnia 2018

Rozdział 4 - White Beast


Witam wszystkich po bardzo długiej przerwie. Trudno mi powiedzieć coś na usprawiedliwienie, ale mogę nadmienić, że ten i kolejne rozdziały pojawiają się za sprawą trzech wspaniałych osób - Ayame, Asagi i Emiko! Bardzo Wam dziękuję <3

Podnosiła ciężko powieki, czując obolałe ciało. Mrugając intensywnie starała się odzyskać ostrość widzenia. W uszach jej dudniło, a zawroty głowy wywołały nieprzyjemny uścisk w żołądku. Nie mogła pozbyć się metalicznego posmaku krwi, która napełniała powoli jej usta przez zraniony od wewnątrz policzek.
Zmusiła się by wstać, choć każdy mięsień jej ciała mówił, że to najgorsza możliwa decyzja. Zachwiała się na na nogach i tylko bliskość drzewa, które miała za plecami uchroniło ją przed upadkiem. Przymrużyła powieki podnosząc ociężale głowę. Wielkie wgłębienie w korze. Zapewne to ono brutalnie ją zatrzymało. Zmarszczyła brwi. Powoli odzyskiwała świadomość swojego położenia, oraz tego co miało miejsce jakiś czas wcześniej. Minęła godzina? Może kilka minut? Nie była w stanie powiedzieć. Ilość światła docierająca do podszycia lasu była skutecznie ograniczana przez gęste korony drzew.
Tuż przed nią był wielki, wydrążany przez powietrzny atak lej. Podeszła do niego pijackim krokiem. Wiedziałam, że jeśli zaraz nie weźmie się za siebie nigdy tego nie zrobi. Uklęknęła starając się przebadać chakrę.
Odskoczyła do tyłu. Podpierając się na rękach szła „raczkiem”, aż nie opadła twardo na pupę. Zasłoniła usta tłumiąc krzyk. Bujała się do przodu i do tyłu płacząc ze strachu.
Ktokolwiek wykonał technikę wiatru, był straszny. Jej ciało przejął dreszcz. Potężny shinobi, dużo silniejszy niż jounini, których spotkała. Prawdziwy demon. Potwór.
- Sassss… ssuke – załkała szeptem odsuwając dłoń. Ta bestia chciała zrobić mu krzywdę.
Uniosła się dygocząc na nogach, nim jednak wyprostowała kolana upadła z głuchym uderzeniem. Kolejne trzy próby skończyły się tak samo.
- Rusz się… cholera jasna… - łkała. Zacisnęła pięści.
- Rusz się! - chwiejnie, ale utrzymała się prosto. Tęczówki znów zrobiły się czarne, dużo głębszą barwą niż do tej pory.
Ruszyła najpierw powoli, krok za krokiem potykając się co jakiś czas. Potem szybciej, pewniej zupełnie jakby wcale nie uderzyła jeszcze chwilę temu z wielką siłą w twarde drzewo.
Nawet nie wiedziała kiedy biegła za cieniutką linią chakry. W uszach huczały jej uderzenia serca. Nie zastanawiała się ani chwili nad tym co robiła. Po prostu pozwoliła sobie działać… bez znaczenia jak głupio się właśnie zachowywała.

Krzyk Sakury kazał jej przyspieszyć. Skakała z gałęzi na gałąź. Normalnie byłaby już wykończona, ale adrenalina działała prawdziwe cuda. W odbicia wkładała jeszcze więcej siły, gdy ilość chakry jaka była uwolniona w miejscu walki, w którym się znalazła wywoływało wręcz zawroty głowy, którym nie zamierzała się poddawać.
Scena, którą zastała wzbudziła gniew w jej sercu. Różowowłosa ściskała w ramionach słabego Uchihę, a przed nimi na sąsiednim konarze stał brunet, z którego twarzy zdawało się, że skóra schodzi płatami.
Wyciągnęła z pochwy umieszczonej na wysokości jej biodra, dwa shurikeny rzucając je w jego stronę. Pokłady chakry jakie kipiały w jego ciele były dla niej nie do ogarnięcia. Mężczyzna bez problemu wykonał unik zwracając na dziewczynę swoje wściekle żółte, wężowe oczy.
- No proszę – złośliwy uśmieszek, w połączeniu z odpadająca skórą twarzy, nasuwał na myśl najgorsze potwory z dziecięcych koszmarów.
- Co zrobiłeś Sasuke!? - głos zielonookiej nie zrobił żadnego wrażenia na napastniku, który zdawał się go w ogóle nie słyszeć.
- A kto tu do nas przyszedł ? - kontynuował, przykładając dłoń do twarzy w geście zadumy. Jakiś głos wewnątrz, kazał brać Misae nogi za pas, ale sparaliżowana strachem nie była w stanie ruszyć stopą choćby o krok. Jedyne co jej zostało to robić wrażenie odważnej.
- Kim jesteś? Jesteś zbyt silny na ten egzamin – walczyła ze wszystkich sił by brzmieć twardo.
- Powiedzmy, że zostawiłem Sasuke mały prezent by mógł wypełnić swoją zemstę… - jego ton świadczył o tym, że czym by ten prezent nie był, musiało być to coś okropnego.
- Sasuke nie potrzebuje żadnych prezentów! Ma przyjaciół, którzy są jego siłą – w ułamku sekundy jego szyja wydłużyła się nienaturalnie i z ogromną prędkością pojawiła się tuż przed twarzą białowłosej jego własna. Sanae jedynie w odruchu zdążyła się zasłonić przed możliwym uderzeniem, które nie nastąpiło. Stała teraz oko w oko z wężowym panem.
- Nigdy nie będziecie w stanie dać mu siły, którą potrzebuje, jeśli jednak będziesz chciała osiągnąć to, czego nigdy nie dostaniesz w tej wiosce dołączysz do niego.
- Dlaczego miałabym chcieć... – nie mogła ukryć drobnego drżenia nóg. Przysunął usta do jej ucha.
- Bo wiesz, że życie w tej chorej rodzinie to tylko tymczasowa odskocznia. Będą cię niszczyć cegiełka po cegiełce tak jak to robią od twojego urodzenia. Bez siły, którą dam ci tylko ja, nigdy się od nich nie uwolnisz. Nigdy nie będziesz wolna. – jego jadowity szept wywołał lodowaty dreszcz, który zmroziły ją całą. Wysunął długi język przejeżdżając nim po dziewczęcej szyi i policzku.
- Ten dar nie może się zmarnować… - patrzył na czarne, przepełnione strachem tęczówki. Może jeszcze tego dnia nie była gotowa, ale wiedział, że nadejdzie czas kiedy będzie mogła przyłączyć się do niego i nie miał najmniejszej wątpliwości, że nie była to taka odległa przyszłość.
Cofnął szyję do naturalnej długości, śmiejąc się przerażającym, gardłowym śmiechem po czym zniknął gdzieś wtapiając się w korę wielkiego drzewa.
Misae stała jeszcze przez chwilę przyglądając się uparcie miejscu gdzie stał brunet po czym chwiejąc się na nogach przykucnęła na kolano. Serce zdawało się, że zaraz jej wyskoczy z piersi. Oddychała ciężko przejęta trwogą jaka ją ogarnęła… jak ona mogła zachować się tak głupio i nieodpowiedzialnie? Mogła poczekać na resztę swojej drużyny, mogła wezwać pomoc… mogła zrobić cokolwiek tylko nie rzucać się z samobójczym zapędem na niesamowicie potężnego przeciwnika uzbrojona tylko w głupotę młodości.
Już miała klapnąć na miejsce gdzie plecy tracą swoją chlubną nazwę, ale łkanie, które dotarło do jej uszu kazało się Sanae zmobilizować i wstać.
Nogi drżały jak szalone, a droga do dwójki siedzącej na konarze zdawała się być nieskończenie długa. Zdawało jej się, że powoli się zbliża, ale każde zachwianie utrwaliło ją w przekonaniu, że wcale tak nie było.
Po dłuższej walce z własnymi słabościami wreszcie dotarła.
- Co tu się stało…? - wychrypiała ciężko, stając nad Haruno, która dygocząc od ogromu emocji ściskała nieprzytomnego Sasuke.
Odpowiedziało jej milczenie.
- Cholera jasna! Co tu się stało? Gdzie jest Naruto? - niestety, ale tego wszystkiego było zbyt dużo i mimowolnie odreagowywała na bogu ducha winnej Sakurze.
Zielonooka spojrzała w jakiś punkt przed sobą, więc Sanae zrobiła to samo. Naruto przybity kunai'em do pnia. Cudownie. Normalnie ten widok wprawiłby ją w zaskoczenie, ale tego dnia widziała już tyle, że to mogła uznać, za prawie normalne.
- Sakura, to już nie jest śmieszne. Co tu się stało? - starała się uspokoić ton głosu, by nie brzmieć, aż tak szorstko.
Różowowłosa kunoichi pociągnęła nosem, to była naprawdę długa historia.
- Ten dziwni ninja… - zaciągnęła, przecierając oczy, musiała znaleźć siłę, której do tej pory jej brakowało -… rozdzielił nas. Walczyli z Sasuke… wezwał wielkiego węża, którego powstrzymał Naruto… potem zrobił mu coś, jakaś pieczęć. Spadał… tylko tak mogłam mu pomóc. Sasuke znów walczył z tym… tym… - brakowało jej słowa, które mogłoby określić ich przeciwnika, ale czując, że żadne nie będzie odzwierciedlało potworności jakie robił zrezygnowała z tego -… myśleliśmy, że przegrał, ale on ugryzł go… zostawił jakiś znak… - wypowiedź choć pozbawiona szczegółów musiała wystarczyć białowłosej.
- Ale co ty tu robisz? - Haruno powiedziała na głos pytanie, które Misae powtarzała sobie od jakiegoś czasu niczym mantrę.
Kolorowooka wypuściła powietrze z płuc.
- Ten mężczyzna… użył jakiejś potężnej techniki wiatru i rozdzielił mnie zresztą drużyny… okazało się, że chce dopaść Sasuke i jakoś… - wzruszyła ramionami, czując jak do oczu cisną się łzy -… jakoś… - powtórzyła gest zagryzając policzki. Szlag. Nie była w stanie dokończyć myśli, lecz obie dobrze wiedziały o co chodziło.
Po chwili milczenia uznały, że najgorsze co mogą zrobić to siedzieć na widoku dla innych ninja.
Sakura korzystając ze swojej doskonałej kontroli chakry wspięła się na wysokie drzewo, z którego zdjęła nieprzytomnego blondyna, by wspólnie z drugą kunoichi przenieść nieprzytomnych chłopaków w jakieś inne, bardziej bezpieczne miejsce.
Doskonale nadały się do tego korzenie jednego z większych drzew, które wyrastając ponad powierzchnię ziemi dawały schronienie i pozwalały ograniczyć możliwe kierunki napaści.
Siedziały zmęczone przenosinami i chyba całym tym cholernym dniem. Haruno rozważnie przekonała towarzyszkę, że ustawienie jakiś pojedynczych pułapek znacząco zwiększy ich szanse w możliwym starciu.
- Przyjdą… - odezwała się nagle Misae podsuwając kolana pod brodę, gdy różowowłosa zmieniała okład na czole bruneta, który drżał od gorączkowych dreszczy -… Hinata i Kiba… powinni niedługo nas znaleźć – uśmiechnęła się pokrzepiająco. Z całej siły chciała wierzyć w te słowa. Nie rozumiała czemu jej przyjaciół jeszcze nie było. Przecież powinni ją znaleźć bez problemu - była to drużyna stricte nastawiona na śledzenie i namierzanie wroga!
- Tak w ogóle… dziękuję, że przyszłaś – nie spodziewała się, że usłyszy te słowa od Sakury. Coś ukuło ją w sercu. Objęła mocniej nogi przyciskając je z jeszcze większą siłą do piersi.
- Nie mogłam was zostawić… - mówiła niemal bezgłośnie. Jakiś cichy głosik kusił ją by zapytała, czy i oni zrobiliby to dla niej, ale wolała zatrzymać to dla siebie – odpowiedź mogłaby zaboleć.
- Wiem, że nie dogadywałyśmy się w akademii… - widać i drugą kunoichi męczył ten temat. No cóż. Kiedyś trzeba było i tę kwestię poruszyć – przepraszam za to – Sakura może nigdy nie należała do tej części „koleżanek”, które stosowały rozwiązania siłowe, ale nigdy też nie wstawiła się za dziewczyną czy wykazała chęć nawiązania znajomości i przyjaźni mimo znaków z drugiej strony.
Sanae z zalążkami łez skrzącymi się w kącikach oczu już miała coś powiedzieć, gdy przerwał im pisk. Zestresowane zwróciły tam spojrzenie. Zaśmiały się gdy okazało się, że biegła w ich stronę mała wiewiórka.
- Sio! - krzyknęła nagle różowowłosa, która szybkim rzutem kunaiem powstrzymała zwierzę przed aktywowaniem pułapki. Stworzonko z trwogą na mordce uciekło głęboko w zarośla.
- Nie wiem jak ty, ale ja czuję, że mam stan przedzawałowy – zaśmiała się Misae by rozluźnić napiętą atmosferę, przykładając dłoń na piersi. Odpowiedział jej cichutki śmiech.
Miało być już w porządku, ale poczuła ogarniający ją niepokój. Jakieś drżenie na skraju świadomości, kazało jej się skupić. Tęczówki stały się czarne. Skrzące się błękitną energią życiową drzewa i krzewy, nie były w stanie ukryć jasnego blasku trzech ludzkich kształtów.
- Sakura… - szepnęła na tyle cicho by słyszała ją jedynie dziewczyna obok, która widząc jak ciało białowłosej sztywnieje zdała sobie sprawę, że szykuje się coś poważnego -… trójka ninja kryje się na wprost w gęstych zaroślach, są silni… - jakoś tak nie potrafiła zrozumieć dlaczego miała takiego cholernego pecha - nikt nie jej nigdy tego nie wyjaśnił.
- Skąd ty…?
- Zaufaj mi – poprosiła – poczekajmy co zrobią. Może wcale nie chcą nas zaatakować…
- Naprawdę w to wierzysz?
- Naprawdę się o to modlę – odpowiedziała.
Szybko jednak odkryła, że nikt u góry jej modłów nie spełni, bo trójka wojowników z wioski dźwięku wyłoniła się z ukrycia. Nie wyglądali jakby powodem ich odwiedzin była pogawędka o nowych technikach nijutsu.
Brunetka odziana w maskujące barwy zdobiące szerokie wygodne spodnie i bezrękawnik krzyżowała ręce na piersi, przyglądając się pozostałym paniom wyzywająco. Po swojej prawicy miała chłopaka, którego czarne włosy odstawały na wszystkie strony. Ubranie, w którym dominowały pastelowe odcienie żółci, beżu i brązu nie były już tak dobrze dopasowane do otaczającego go podszycia jak jego koleżanki. Trzeci z nich był dużo bardziej przerażający. Bandaż zakrywający niemal całą jego głowę odsłaniał tylko jedno, czarne oko. Długie rękawy zwisały niemal do połowy łydki.
Przechylił głowę w bok.
- Czego tu chcecie? - głos Sakury był nad wyraz stanowczy.
- Obudźcie Sasuke, a nikomu innemu włos z głowy nie spadnie. - brunet strzelił z palców, w geście gotowości do walki. Misae podniosła się na równe nogi.
- Obawiam się, że będziecie musieli obejść się smakiem – uśmiechnęła się złośliwie. Wiedziała, że jej przyjaciel w żadnym razie nie nadawał się do walki, choć i tak by go z tym samego nie zostawiła. Zawsze to on chronił jej skórę przed krzywdą, teraz nastała pora by się odwdzięczyć. Poza tym możliwość by zobaczyć potem jego wyraz twarzy była bezcenna!
- Dziewczynki, idźcie się bawić lalkami, a zostawcie walkę prawdziwym ninja – kunoichi z wioski dźwięku już na pierwszy rzut oka wydawała się być dobrze wyszkolona, dużo lepiej niż Misae czy Sakura.
- Skoro prawdziwych ninja brak, będę musiała się zadowolić wami – zaraz po wypowiedzeniu tych słów, kolorowooka żałowała, że nie zdążyła ugryźć się w język. Chyba jednak podczas pakowania na egzamin zostawiła mózg w domu na górnej półce szafy.
Wyciągnęła kunai zza pazuchy. Pochyliła lekko do przodu na ugiętych nogach przyjmując pozycję bojową.
- Dziewczynko chyba nie wiesz co czynisz
- Zaku, ona nie jest naszym celem… - upomniał go zabandażowany ninja
- Dosu, chyba żartujesz – warknął wściekle brunet
- Ona nie nie jest naszym celem – powtórzył – ale nie zaszkodzi nauczyć jej odrobiny kultury – lodowaty dreszcz przebiegł po jej plecach.
- Sakura, choćby nie wiem co, nie pozwól im dotknąć chłopaków – podeszła dwa kroki do przodu znowu ustawiając się w tej pozycji co wcześniej – a ja się troszkę poruszam – bagatelizowanie problemów nie sprawiało, że one znikały, ale dawało to szansę by jakoś się z nimi uporać.
W myślach starała się ułożyć jakiś sensowny plan, ale nie miała dużego doświadczenia w radzeniu sobie z presją, w tak niedogodnych warunkach.
Była gotowa sunąć szybkim skokiem, w kierunku przeciwników gdy ktoś zaszedł jej drogę pojawiając się znikąd niczym dobry duch niosący nadzieję. Ten zielony, nazbyt obcisły uniform, oraz uklepane czarne, pełne blasku włoski mogły należeć tylko do jednej osoby. Na jego barku siedziała ta sama wiewiórka, którą jeszcze kilka chwil wcześniej przepędziły.
- Trzech na dwie, to niezbyt uczciwa zabawa – jedną dłoń złożoną miał za plecami, a drugą skierowaną na ninja z wioski dźwięku.
- Lee? - kolorowooka była chyba w takim samym szoku co jej koleżanka.
- Misae, miałaś mnie zawołać kiedy zacznie dziać się coś niedobrego – kątem oka patrzył na nią z drobnym, zadziornym uśmieszkiem.
Naprawdę, aż serce rosło!
- Chciałam dać im fory – zaśmiała się, stając ramię w ramię ze swoim wybawicielem. Tęczówki zaświeciły jej wrogo przyjmując bojową barwę.
- W takim razie Misae, pokażmy im czym jest siła młodości!

~*~

- Yo! - szatyn, którego proste, równo ścięte włosy sięgające żuchwy opatulały biała, kocią maskę ANBU, obrócił się twarzą, w stronę, z której dochodził znajomy głos.
- Kakashi – robił wszystko by jego ton był obojętny, jednak nie mógł ukryć gniewu, który aż go roznosił.
Siwowłosy podszedł do przyjaciela unosząc brew.
- Ktoś tu chyba wstał lewą nogą – skwitował krótko. Odpowiedziało mu ciche prychnięcie.
Sanae przeniósł ciężar ciała z jednej nogi na drugą. Nigdy nie lubił ubrania oddziałów specjalnych, ale teraz chyba po raz pierwszy cieszył się, że jego mimika jest tajemnicą dla osób z jego otoczenia. Niestety. Cała jego napięta postawa, zaciśnięte pięści i zarys fioletowej żyłki na szyi zdradzały wszystko.
- Nie możesz być tak nadopiekuńczym bratem, bo ci żyłka strzeli, już pulsuje skubana! – opiekun drużyny siódmej wskazał palcem naczynko po czym skrzyżował ręce na piersi. Znali się tyle lat, że nawet z zamkniętymi oczami rozgryzłby go bez problemu.
- Uważaj, bo jak cię lubię tak kiedyś może stać ci się krzywda – ostrzegł srogo purpurowooki.
- Jeśli jedynym kryterium ma być twoja sympatia to nic mi nie grozi – przymrużył powieki, jego głos był równie szorstki.
Zapadła chwila ciszy, którą przerwał śmiech mężczyzn. Tak to już wyglądało u panów. Męska przyjaźń była chyba jedną z niewielu rzeczy, których kobiety nigdy nie zrozumieją.
- Ale, Yo. Mówię szczerze, nie możesz się zadręczać. Rozmawiałem z Misae, to naprawdę dzielna dziewczynka. - Hatake próbował pocieszyć młodszego kompana, który ewidentnie miał ciężki dzień. Yonnosuke zsunął maskę z twarzy, która uparcie skierowana była w jakiś punkt na ziemi.
- Wiem… w końcu to moja siostrzyczka – jego smutny uśmiech, aż łamał serce – Kakashi wiesz, że ufam ci jak nikomu? – odezwał się podnosząc wzrok na przyjaciela. Jego ton był poważny jak nigdy.
Kopiujący ninja skinął głową.
- Boję się do czego zmierzasz – to nigdy nie wróżyło niczego dobrego.
- Wszystko się pieprzy szybciej niż zakładałem. Obiecaj mi, że zajmiesz się nią kiedy ja już nie będę mógł – purpurowe oczy pełne bólu oznaczały tylko jedno – to nie był jakiś kiepski żart czy użalanie się nad sobą, sprawa musiała być bardzo poważna.
- Yo? - uniósł brew wyżej co w jego przypadku ciężko było rozróżnić z grymasem zdziwieni, ot taka wada zasłaniania twarzy – Co się dzieje? Wiesz, że jeżeli potrzebujesz mojej pomocy…
- Nie – przerwał mu szatyn kręcąc głową – to są moje problemy. Chcę tylko byś obiecał, że zajmiesz się Misae… ja błagam – w kącikach oczu skrzyły się zalążki łez, które obrazowały jego ogromną bezsilność. Siwowłosy nigdy nie widział Yonnosuke w takim stanie. Położył dłoń na ramieniu przyjaciela.
- Obiecuje.

~*~

Między przeciwnikami atmosfera zdawała się być tak ciężka, że można by ją kroić nożem. Wszyscy w skupieniu oczekiwali ruchu z drugiej strony.
Zarówno Lee jak i Misae zdawali sobie sprawę, że drużyna wioski dźwięku miała nad nimi zasadniczą przewagę – byli drużyną. Zapewne wiele razem trenowali, znali swoje słabe i mocne strony, mogąc lepiej obmyślić strategię pojedynku. Im został głównie młodzieńczy entuzjazm, mylony tego dnia przez białowłosą z zapędami samobójczymi.
Kolorowooka uznała, że najwyższa była pora zaczynać. Każda chwila zawahania grała na ich niekorzyść.
Skinęła głową na bruneta, dając mu jasno do zrozumienia, że przedstawienie czas zacząć.
Zaczęła składać szybko pieczęcie. Niewielki repertuar technik jakie wyniosła z akademii mocno ograniczał jej wybór, ale i tego trójka oryginalnych jegomościów nie musiała wiedzieć.
- Sakura! - pisnęła, a różowowłosa nie czekając na nic więcej, wyjętym wcześniej nożem rozcięła niewidoczną żyłę. Wielka kłoda popędziła w kierunku przeciwników. Misae wykorzystała chwilę. Wraz z trzema klonami ruszyła do walki.
Dosu bez problemu rozbił drewnianą pułapkę na niewielkie drzazgi. Korzystając z chwili zamieszania Lee zdjął bandaż z dłoni i z szaleńczą szybkością pojawił się przy liderze drużyny wioski dźwięku.
Sanae nie marnowała czasu. Puściła się biegiem w stronę brunetki, która nie czekając na nic, rzuciła w jej stronę serię długich, igieł Senbon. Trafienie. Nie? Stalowe ostrza przeleciały na drugą stronę niszcząc iluzję. Klon? Dziewczyna rozejrzała się. Jest. Białowłosa biegła z prawej. Uzbrojona w tę samą broń czarnooka, zdecydowała się na podobną strategię. Znów nic. Zaklęła pod nosem.
- Tanie sztuczki! - warknęła wściekle. Nim jednak wykonała obrót poczuła mocne uderzenie w okolicach nerek. Opadła z syknięciem na kolana. Widziała jak Misae pochyla się nad jej ciałem, ale szybko ucieka.
Huk. Kłęby dymu unosiły się nad polem bitwy.
Kunoichi liścia zasłoniła usta i nos przed dławiącym pyłem. Oczy jej łzawiły, ale za sprawą swojej wyjątkowej zdolności percepcyjnej widziała dokładnie co się stało. Mimo śmiercionośnego ataku, który wykonał Rock, Dosu, przypominający teraz bardziej dziwne, dość brzydkie drzewko, żył. Wbity głową w rozpulchnioną powietrzem ziemię miał się bardzo dobrze. Misae zaklęła. Błękitne pozostałości energii, spod miejsca gdzie uderzył o ziemię prowadziły bardzo wyraźnym szlakiem, do bruneta, którego ręce do połowy długości wbite były w podszycie. Kolorowooka musiała podjąć decyzję. Widziała ich i mogła zaatakować. Musiała tylko dobrze wybrać cel.
Zaku.
Biegnąc szybciej, niż kiedykolwiek mogłaby się o to posądzić walczyła by zdążyć. Jego ręce ukryte w piasku przeważyły decyzję.
Pył opadał. Czuła, że nie zdąży. Wślizg. Wyciągnięte przed siebie dłonie. Był tak blisko. Muśnięcie. Skóra. Pod palcami poczuła ciepło.
- Co kurw…! - wyrwało się z ust chłopaka, gdy tylko poczuł dotyk, ale zamarł.
Misae nie miała zbyt wielu asów w rękawie. Ale miała jeden. To cholerne nazwisko Sanae, które wreszcie dawało jej coś więcej niż tylko zszargane nerwy.
Przelewała w ciało bruneta wizję śmierci mężczyzny, którego jako pierwszego niechcący „przeżyła”. Był to silny wojownik, który w męczarniach umierał na rzecz swojej rodziny.
Po policzku spłynęła jej łza. Okropny ból świdrujący jej czaszkę był nie do zniesienia. Walczyła ze wszystkich sił by utrzymać skupienie.
Nie wiedziała ile razy powtórzyła mu tamtą wizję. Raz? Dwa? Dziesięć? Czas, który minął również był dla niej tajemnicą. Wykorzystując tę część swojego Kekkei Genkai, traciło się kompletny kontakt ze światem, a przynajmniej na jej poziomie zaawansowania; przez co nie nikt nie korzystał z niej do walki. Szybko zrozumiała dlaczego. Jakieś silne uderzenie oderwało ją od Zaku i rzuciło o ziemię niczym szmacianą lalką. Dopiero po chwili przez otumanione zmysły poczuła ogromny ból. Podkuliła kolana do klatkę piersiową. Zasłoniła uszy dłonią. Załkała głosem pełnym cierpienia. Rękawiczki bez palców zaczęły przesiąkać krwi. Wszystko zdawało się dziać obok.
Ktoś chwycił jej szyję i brutalnie poderwał do góry. Mocno zaciśnięte palce dusiły ją coraz bardziej. Przybito ją do drzewa. Twarda kora raniła plecy.
- Ty suko! - warknął oprawca. Z trudem rozpoznała w nim Zaku. Starała się rozluźnić uścisk mężczyzny, ale nie mogła. Wirowało jej w głowie, a walka o każdy oddech była wyczerpująca. Czuła, że tej walki już nie wygra. Ostatkiem sił i świadomości uderzała w rękę bruneta. Bez efektu.
Ogarnęła ją ciemność. Bardziej przyjemna niż mogła się spodziewać.

~*~

Wracał zadowolony nucąc coś pod nosem. Jego blond włoski powiewały to w prawo to w lewo w rytm kroków. Nawet ta pożal się boże zapyziała nora nie była w stanie zepsuć mu teraz nastroju. Kamienne ściany były zawilgocone do takiego stopnia, że naprawdę aż nie chciało się tam przebywać. Że też tylko tu mógł się spełniać.
- Znowu tam byłeś? - niski, głęboki głos wydostał się gdzieś w wnętrza ciemnego korytarza. Blondyn podskoczył, przyciskając dłoń do piersi.
- Boże! Nie wyskakuj tak z ciemności! Itachi cholera jasna! - ryknął dysząc ciężko – Normalnie zawał murowany. To nie było fajne! - z ciemności wyłoniła się postać, która i tak niemal wtapiała się w mrok. Te czarne, otulone długimi rzęsam oczy świdrowały Deidarę na wskroś.
- Znowu u niej byłeś – powtórzył już nieco twardszym głosem, bardziej stwierdzając niż pytając.
Błękitnooki zmarszczył brwi.
- Byłem, takie moje prawo – zagadnął – A co? Mężulek jest zazdrosny? – złośliwość w jego tonie i w krzywym uśmieszku była tak ogromna, że chyba tylko niezwykła cierpliwość Uchihy sprawiła, że nie zakończyło się to rozlewem krwi.
Coś jednak w jego spojrzeniu sprawiło, że blondyn cofnął się nieznacznie.
- Kusisz los – ostrzegł go. Szata charakterystyczna dla członka Akatsuki zasłaniała niemal całą jego osobę – To może się źle skończyć.
Artysta prychnął wciskając dłonie w kieszenie płaszcza.
- Dobre sobie! Jeśli się nie weźmiesz do roboty to zaraz ktoś zgarnie ją do siebie. Już ten wężowaty wyciąga swoje łapska, a o tych wszystkich mendach z wioski nie wspomnę. Przynajmniej jeden z nich wie co robi – zdawał się być naprawdę rozbawiony – plotki głoszą, że i twój ulubieniec zaczął się ożywać – szybko pożałował ostatniego zdania bo szkarłatny blask Sharingana rozświetlił mroki ich siedziby. O ho! Na cokolwiek się zanosiło nie mogło to być nic dobrego.

poniedziałek, 19 lutego 2018

Rozdział 3 - White Exam

Ale ten czas leci… to już trzecie opowiadanie. Zapraszam bardzo serdecznie i liczę na opinię bym mogła pisać kolejne rozdziały coraz lepiej. Doszło też do małej zmiany terminarzu.
Przyjemnej lektury!

   Trzymając zwitek papieru w dłoni wydeptywała coraz głębszą ścieżkę przed wejściem do salonu, w którym zawsze przesiadywali jej rodzice. Kręciła się zestresowana, układając w głowie kolejny możliwy scenariusz. Nie mogła zebrać się w sobie by przekroczyć próg pokoju. Co miała powiedzieć ojcu? Jak zacząć dyskusję by przejść przez nią jak najbardziej spokojnie i bez niepotrzebnie długiej wymiany zdań?
- Co tam tak ściskasz? - za plecami dobiegł ją znajomy głos. Dziękowała w duchu, że to młodszy z braci postanowił ją zaczepić.
   Odwróciła się, próbując ze wszystkich sił wyglądać na wyluzowaną.
- A nic takiego… sesnei dała nam na dzisiejszym treningu – czuła jak kropla potu spływa po jej policzku.
    Ookami uniósł brew ku górze, mierząc ją badawczym spojrzeniem, po czym uśmiechnął się promiennie przemykając powieki.
- Pokaż to nic takiego, stryj chce wiedzieć – wyciągnął w jej stronę dłoń. Choć brzmiał serdecznie po plecach przebiegł ją dreszcz, każący wykonać polecenie bez zbędnej zwłoki.
    Brunet przyjrzał się dokumentowi, zaciskając na nim coraz mocniej palce.
- Formularz zgłoszeniowy na egzamin ? - niby na końcu słychać było, że to pytanie, ale jakoś nie chciała zbędnie odpowiadać skoro sam wiedział co widział – Podpisany? - w ciągu chwili jego chakra stała się okropnie mroczna, a powietrze zdawało się drżeć na jej oczach.
   Cofnęła się o krok. Nie wiedziała czemu, ale coś w jego postawie sprawiało, że czuła się zagrożona. Jakiś wewnętrzny głos kazał jej jak najszybciej uciekać, jednak nogi odmawiały posłuszeństwa. Przecież był to jej ukochany wuj, przy którym zawsze czuła się najlepiej, który był jej podporą gdy Yonnosuke gdzieś wyjeżdżał. Czego niby miałaby się bać?
- On ci kazał? – wyprostowała się nadmiernie. Chłód jego tonu i sposób w jaki wypowiadał się o swoim bracie podkreślały tylko jego wściekłość. Widziała jak napięty jest każdy mięsień jego ciała, a na czole pojawiła się mała żyłka, pulsująca rytmicznie.
    Ciężko przełknęła ślinkę.
- Ja… ja sama… - próbowała złożyć jakieś sensowne zdanie, ale brzmiało to strasznie żałośnie.
    Otworzył szerzej oczy, nie mogąc uwierzyć w jej słowa. Nie czekając na nic więcej chwycił ją za dłoń, zaciskając ją znacznie mocniej niż zamierzał. Jego oczy wraz z białkami przyjęły czarną barwę.
Zamarła.
    Mało kto miał zaszczyt zobaczyć ich Kekkei Genkai, ona jednak daleka była od euforii. Ona widziała je zbyt często.
    Poczuła zabawne mrowienie na skraju świadomości, gdy wkroczył do jej umysłu. Był pewny, że kłamała, ale to co zobaczył sprawiło, że szybko uwolnił ją z uchwytu. Przeżywał jej strach przed egzaminem, widział wszystkie rozmowy jakie stoczyła przez ostatnie kilka godzin i walkę jaką prowadziła ze sobą, gdy chwilę wcześniej zdecydowała się zaryzykować i udowodnić wszystkim swoją wartość. Nic jednak nie zabolało go tak bardzo jak wrażenie jakie na niej wywołał. Całe jej ciało i umysł krzyczały jak bardzo ON ją przeraża. Cholera.
    Oddał jej zwitek, zasłaniając na chwilę twarz dłonią. Ze wszystkich sił starał się uspokoić. Co on do kurwy nędzy wyprawiał. Zacisnął pięść lewej ręki. Kiedy rozprostowywał palce i jego ciało zdawało się wreszcie rozluźniać.
- Przepraszam… - szepnął smutno -… nie chciałem cię wystraszyć… - czuła jak ogarnia go smutek i żal zastępujące wcześniejsze okropne emocje. Wrócił. Wrócił jej ukochany stryj.
    Spojrzała w bok. Dalej nie mogła uwierzyć, że wszedł w jej umysł tak po prostu.
- Podejdź… - niepewnie, ale zdecydowała się wykonać jego polecenie. Zamknął ją w mocnym uścisku, a ją całą ogarnął dziwny spokój i odprężenie.
    Przelewał w nią wszystkie najcieplejsze uczucia jakie był wstanie wygrzebać w swoim sercu, dopiero gdy poczuł jak się odpręża wypuścił ją z objęć.
    Ponownie chwycił ją za dłoń, pociągnął za sobą wzdłuż długiego korytarza.
- Wujku Ookami? Chciałam przekazać rodzicom informacje… - nie widziała jego twarzy, ale ze wszystkich sił świdrowała jego plecy, próbując zrozumieć co siedzi mu w głowie. Oczywiście okazałaby się ogromną głupotą, gdyby tylko pomyślała o tym by to sprawdzić.
- Potem, potem… - nie przerywał marszu dopóki nie znaleźli się w najbardziej oddalonej na terenie rezydencji sali treningowej, gdzie nie raz nie dwa ćwiczył z jej bratem. Nawet nie próbowała ukryć zdziwienia, gdy zaprosił ją do środka. Stanęła twardo na nogach tuż przed progiem.
    Zmarszczył brwi wypuszczając powietrze z płuc, ponowie gestem dłoni wskazując, że ma wejść. Wykonała polecenie przyglądając mu się uparcie.
- Sam przekaże im tę nowinę – uśmiechał się tak jak kiedyś. Znów był taki jaki zawsze powinien być – teraz mamy dużo do zrobienia, a czasu prawie wcale. - chwycił się pod boki.
    Sala była wyjątkowo duża. Na wschodniej i zachodniej ścianie wisiała różnego rodzaju broń. Połowy nazw nie znała i nie wiedziała do czego można by je w ogóle wykorzystywać. Na przeciw wejścia stał mały ołtarzyk, przystrojony kadzidłami, których zapach przepełniał pomieszczenie. Postawili go ku pamięci ofiar poległych podczas ataku dziewięcioogonastego. Dookoła niego było pełno rodowych zwojów, choć i tak wiedziała, że te najbardziej istotne ukryte są w katakumbach ciągnących się pod całą rezydencją nie mogła wyjść z podziwy nad ich ilością.
    Centrum sali zajmowała mata, mająca za zadanie amortyzować wszelkie upadki.
- Wujku? - uniosła wyżej brew. Zawsze gdy ćwiczyli korzystali z dużo bliższych miejsc, by w razie ochoty reszta mogła przyglądać się staraniom najmłodszej i nadzorować wszystko.
    Brunet rozprostował ręce i usiadł na środku zapraszając ją by dołączyła do niego. Jakoś tak coraz mniej jej się to wszystko podobało.
Widziała jak intensywnie nad czymś rozmyśla.
- Misae – odezwał się wreszcie po chwili milczenia. Nie chciał jej straszyć, bo widział, że i tak wystarczająco się zdążyła nasłuchać.
- Egzamin nie jest prosty, a naszych rodowych zdolności nie opanowałaś na dość dobrym poziomie – już miała wtrącić, że nie miała na to czasu, ale ten kontynuował szybko -… wiem, też że Takashi zabije mnie jeśli się dowie, dlatego niech na razie zostanie to naszą małą tajemnicą, dobrze? - uśmiechał się do niej ciepło, nie mogła mu odmówić.
- Dobrze – przytaknęła niepewnie.
- Wiesz jak rozpoznawać poziom zaawansowania naszego Keikkei Genkai? - skinęła głową
- Znanych jest pięć poziomów zaawansowania. Poziom pierwszy podobnie jak u osób spoza rodziny Sanae nie jest możliwy do rozpoznania. Przy poziomie drugim tęczówki zmieniają barwę na czarną, przy trzecim czernieją i białka. Kolejny to czarna charakterystyczna łza pod dolną powieką, a w piątym ciągnie się ona i na górnej… - recytowała z pamięci formułkę, którą wpajał jej Takashi na samym początku treningu.
- Zgadza się – kącik ust mężczyzny uniósł się ku górze – Czy Takashi zdradzał ci sekret jakie są momenty przejściowe decydujące o wejściu na nowy poziom?
    Misae zmarszczyła brwi.
- Teoretycznie wraz z czasem zdolności są rozwijane i podnoszony jest poziom. Jest też… druga strona medalu. Możliwe jest przeskoczenie na wyższy poziom w szybszym czasie jeżeli spełni się wymogi „przejścia kontrolnego”. By obudzić Kekkei Genkai, członek rodziny Sanae musi pokazać nam jakiś obraz… trzeba „przeżyć” po raz pierwszy. By wejść na poziom drugi, należy osobiście odczytać zmarłego. – opowiadał tonem dość smutnym, jakby przemawiał przez niego żal. Zamilkł na chwilę. Mimowolnie wrócił do niego obraz z dnia kiedy sam musiał przystąpić do tej próby.
- Wuju… jakie są wymogi na poziomy wyższe…? - zapytała niepewnie, kiedy urwał w połowie swojej opowieści.
Ookami zebrał się szybko w sobie, rozpogadzając się powoli. Zdawał się sprawdzać czy nikt ich nie podsłuchuje. Potem pochylił się nieco w jej stronę i przysłaniając od boku usta powiedział konspiracyjnym szeptem
- Resztę zna już twój ojciec – wiedział, że tymi słowami szybko skończy się jej ciekawość, kolejne słowa pociągnął już normalnym głosem – w miarę treningów nieświadomie przejdziesz przez punkty kontrolne, gdy twoje zdolności będą się rozwijały. - wyciągnął dłoń przed siebie i pogładził jej białe włoski – Normalnie nie musiałbym ci mówić, czy wyjaśniać na jakiej zasadzie działa opanowywanie nowego poziomu, ale sytuacja wymaga od nas działania dużo szybszego niż normalnie. Musisz być jednak pewna, że jesteś gotowa. Inaczej jest tropić czy „czytać” przedmioty i myśli. Przeżycie czyjejś śmierci jest dużo bardziej głębokie i bolesne… - a jakie miało być umieranie? Miłe i przyjemne?
   Dziewczyna, przez chwilkę siedziała w milczeniu, zaciskając palce na materiale sukienki. Miała prawo podjąć decyzję. Chciała być silniejsza, czyż nie? Nie powinna mieć wątpliwości ani teraz ani nigdy więcej.
- Jestem gotowa – odpowiedziała z największą pewnością na jaką było ją stać. Mężczyzna uśmiechnął się, z drobnym skinieniem głowy…

~*~

    Podążali jednym z rodzinnych tuneli, który prowadził w poprzek wioski prosto do szpitalnych piwnic. Mało kto wiedział, o tych katakumbach, ale dla klanu Sanae było to najwygodniejsze rozwiązanie, by bez zwracania na siebie uwagi opinii publicznej dostawać się do prosektorium.
Przed wejściem strażnik w białej masce, bez słowa skinął nisko głową na widok bruneta wpuszczając dwójkę do budynku. Ookami podszedł do wojownika i szepnął coś do niego.
    Po dłuższym marszu trafili do jednej z najmroczniejszych szpitalnych sal. Po ciele dziewczynki przebiegł lodowaty dreszcz. Trudno było jej rozróżnić czy był on wywołany niską temperaturą, czy atmosferą, jaka panowała w pomieszczeniu. Poczuła na ramieniu dłoń stryja, gdy jednen z członków ANBU, który umiejętnie wyprosił lekarzy z gabinetu i następnie ułożył ciało na jednym z blatów.
Leżący na chłodnym stole zsiwiały pan, zdawał się jedynie drzemać. Misae spłyciła oddech zupełnie jakby ten mógł obudzić nieboszczyka.
     Między obecnymi zapadła cisza, przerywana tylko przez oddechy. Ookami nie zamierzał popędzać bratanicy, białowłosa potrzebowała czasu aby „dojrzeć” do zadania, a shinobi oddziałów specjalnych po prostu nie chciał się mieszać. Był jednym z bardzo nielicznych, a zarazem obarczonym dość niewdzięcznym zadaniem pomocy członkom elitarnej rodziny podczas ćwiczeń.
- Umieranie jest jak sen, po ciężkim dniu – nawet nie wiesz kiedy ogarnia cię błogi spokój – wyjaśnił brunet gdy milczenie trwało zbyt długo – nie skupiaj się na wnikaniu w głęboką przeszłość, pozwól się ponieść.
    Misae podeszła do zmarłego dotykając, delikatnie jego lodowatej twarzy. Zabawne. Jego skóra była dość delikatna. Skupiła się na swoim zadaniu. Musiała czytać

- Kocham was – powiedziała ciężko. Leżała na łóżku. Dookoła siedzieli ludzie. Jej rodzina. Jego rodzina. Czuła spokój. Była pogodzona ze światem.
- My ciebie też – młoda dziewczyna pochyliła się nad nią i ucałowała ją w czoło. Powoli powieki stawały się coraz cięższe, a oddech zwalniał. Ogarniał ją spokój. Przyjemny ucisk na klatce piersiowej. Wszystko zwalniało. Coraz więcej cudownej ciemności, coraz więcej tajemniczego ciepła skrzącego się prosto z serca… pozwoliła sobie zasypiać. Nigdy nie była tak spokojna i szczęśliwa”

~*~

     Tak zaczęły się długie i żmudne 4 dni, które prawie całe spędzili w sali treningowej robiąc jedynie krótkie przerwy na posiłek i sen. Reszta rodziny z dystansu przyglądała się całemu zamieszaniu.

    Był to poranek dnia kiedy mieli za zadanie złożyć deklaracje. Stryj spełnił swoją obietnicę i przekazał rodzicom Misae jej decyzję. Oboje mieli nieco odmienne odczucia co do egzaminu, jednak jeśli wielki Takashi powiedział, że takiej postawy od niej oczekuje wszelkie możliwe dyskusje szybko ucichły. Z powodu kolejnej misji uznano, że najlepiej będzie postawić Yonnosuke po prostu przed faktem dokonanym.
    Białowłosa weszła do pokoju w ręczniku czując jak dłonie zaczynają jej się powoli trząść. Wypuściła powietrze z płuc by uspokoić nieco oddech.
- Ubierz się, kochanie – usłyszała głos za plecami. Zwróciła wzrok w tamtą stronę. Dostrzegła swoją matkę, ubraną dużo bardziej wystawnie niż zwykle. Zakrywała większość twarzy wachlarzem tak, że widać było jedynie jej piękne, różowe tęczówki i wściekle blond włosy. Była niezwykle piękna, więc jej córka nie rozumiała dlaczego Saeko tak często się ukrywała.
   Na twarz dziewczyny wyskoczył charakterystyczny grymas. Matka pokręciła głową.
- Trzymaj – podała jej pakunek, na którym zaciskała kurczowo palce. Białowłosa podeszła i odebrała prezent z bijącym mocniej sercem. Patrzyła na niego bawiąc się sznureczkiem, którym był dokładnie przewiązany.
- Możesz otworzyć… nie martw się – ponagliła ją spokojnym tonem. Z matką spędzała dość mało czasu i od zawsze tak było. Zawsze była z Takashi'm, albo gdzieś udzielając się towarzysko przez co niemal nie było okazji złapać ją na jakąś rozmowę. Starała się i dbała o córkę, ale nie mogła robić tego z takim zaangażowaniem na jakim by jej zależało – miała swoje obowiązki, którym musiała być oddana.
    Kolorowooka nie czekając dłużej, zaczęła rozpakowywać zawiniątko z drobnymi wypiekami na policzkach. Gdy udało jej się dostać do zawartości zamarła na chwilę, po czym rozpromieniła się cała.
- Tak myślałam, że nie będziesz miała czego na siebie założyć – Saeko chowała szeroki uśmiech za wachlarzem. Aż serce rosło w kobiecej piersi, widząc szczęście córki, która przyglądała się czarnej sukience o długości do połowy z rozcięciami po bokach. Misae nawet nie zauważyła jak długie rękawiczki bez palców wylądowały na ziemi razem ze stalowymi naramiennikami.
     Kobieta pokręciła z dezaprobatą głową.
- Dziękuję! - zawołała młodsza Sanae, za wychodzącą rodzicielką, która nie powiedziała już nic.

    Przed wejściem do akademii czekali na nią przyjaciele. Zdążyła w przerwie między ćwiczeniami przekazać, aby nie wchodzili do budynku bez niej. Jej decyzja choć zaskakująca dla pozostałych, wywołała wielkie zadowolenie.
- Gotowi? – zapytała, uśmiechając się szeroko, naładowana pozytywną energią jaką napełniła ją matka. Hinata skinęła głową, Kiba wyszczerzył się pokazując ostre ząbki, a psina moszcząca sobie miejsce na jego kapturze zaszczekała donośnie.
    Nie mówili nic więcej, tylko spokojnym krokiem podreptali do sali 201. Byli jako jedni z pierwszych, ale już za ich plecami słychać było zamieszanie i podekscytowane szepty pozostałych uczestników.
    Przed drzewami do miejsca, gdzie mieli złożyć podanie stała ich sensei ze skrzyżowanymi na piersi rękoma. Przyjrzała się uważnie swoim podopiecznym. Była tam cała trójka, a na ich twarzach nie było widać cienia wątpliwości.
- Cieszę się, że tu jesteście wszyscy, bo mogę was teraz bez problemu wpuścić do środka – kąciki jej ust uniosły się nieco wyżej. Skinęli delikatnie głowami i już mieli wejść do środka gdy nagle białowłosa zatrzymała się w pół kroku.
- Yuhi-sensei… czy oznacza to, że beze mnie… - zrobiła przerwę, którą szybko wypełniła odpowiedzą szatynka, chwytając się pod boki.
- Bez ciebie wysłałabym ich do domu – wyjaśniła tak luźnym tonem. Dopiero teraz mogła odetchnąć. Dopiero teraz wiedziała, że są drużyną nad którą tyle pracowała i z której mogła być dumna.
    Spojrzeli po sobie niepewnie.
- Musicie podejść do tej próby jako drużyna – wyjaśniła i wyminęła ich – pilnujcie się nawzajem, a jestem pewna, że poradzicie sobie bez problemu – dodała na pokrzepienie. Mogła już zostawić ich samych. Teraz już wszystko zależało tylko i wyłącznie od nich.
    Misae poczuła jak z serca spada jej jakiś ogromny ciężar. Przecież nie wybaczyłaby sobie jeśli przez jej strach odpadliby w przedbiegach. Wypuściła nadmiar powietrza z piersi. Kiba nacisnął klamkę i przekroczyli próg rozpoczynając nową przygodę, na którą wierzyli, że są gotowi. Nie mogło być inaczej.
    Obecni w sali wyglądali naprawdę… przerażająco, z tego powodu wolała raczej nie przyglądać im się uważnie by przypadkiem nie wybiec zmieniając zdanie co do egzaminu.
- Misae! - usłyszała głos z głębi sali, na którego dźwięk nie mogła się nie uśmiechnąć.
- Lee! - wyszczerzyła się szeroko, gdy brunet podszedł do niej, przepychając się przez tłum. Pozostawił swoją drużynę siedzącą przy stolikach. Ze zdziwioną miną przyglądali się poczynaniom towarzysza, ale nie zamierzali chociażby ruszyć palcem. Niech idzie!
- Jednak zdecydowałaś się spróbować – wystawił kciuk do góry, a białe ząbki zalśniły.
- Tak… oszalałam chyba do reszty… - podrapałam się w tył głowy.
- Poradzisz sobie, w razie czego wiesz, że możesz na mnie polegać – był tak prosty, nie mylić z prostacki; że aż chyba każdy czuł się w jego towarzystwie komfortowo – trzeba korzystać z siły młodości! - zapał wypełnia o w takim stopniu, że oczy zdawały się mu również płonąć szalonym blaskiem.
    Zaśmiała się nieznacznie z siły jego zaangażowania, a Kiba i Hinata wymienili zdziwione spojrzenia. Brunetka rozpoznała w chłopaku, osobę która odprowadziła jej przyjaciółkę pod drzwi rezydencji, ale nie sądziła, że tak się przyjaźnią. Kto to w ogóle był?
- Dziękuję – jakoś tak podczas ich krótkiej znajomości wyjątkowo często powtarzała to słowo. Chłopak dodał coś jeszcze na pokrzepienie i wrócił do towarzyszy rozprawiając z nimi o czymś zawzięcie.
    Ciche szepty obecnych przerwane zostały przez wejście dość specyficznej trójki.
    Naruto starał się chyba zwrócić na siebie uwagę każdego z obecnych swoimi krzykami. W sumie wszyscy genini z jej rocznika nie umieli zachowywać się spokojnie – poza nią i Hinatą, bo Kiba ze złośliwym uśmieszkiem nie mógł sobie odpuścić i podpuszczał blondaska na wszelkie możliwe sposoby mając wielki ubaw, gdy ten tracił panowanie nad sobą.
    Jej kolorowe oczy spotkały się z czarnymi tęczówkami Uchihy. Wydawał się być zdziwiony jej obecnością. Obrażona dziewczyna przymrużyła niebezpiecznie oczy ściągając brwi po czym pokazała mu język. Bardzo dojrzale i kulturalnie, ale była na niego wściekła, a kobieta – bestia pamiętliwa i mściwa bez słowa: „przepraszam” nie zapomina krzywd… no dobra… po przepraszam też o nich będzie pamiętała, ale nie wypominała tak często.
    Żyłka na jego czole niebezpiecznie zapulsowała i już miał jej coś wygarnąć, gdy na plecach uwiesiła mu się Ino, co doprowadziło do lawiny mało przyjemnych dla oka konsekwencji. Białowłosa uśmiechnęła się triumfalnie i stanęła gdzieś na uboczu. Niby nie należy się cieszyć z nieszczęścia innych, ale teraz z dziką satysfakcją obserwowała ich wypełnioną emocjami wymianę zdań.

~*~

- Kurenai? – skinęła głową na zwracającego się do niej siwowłosego, który zatrzymał ją wpół kroku na korytarzu.
- Kakashi? - mężczyzna przyglądał jej się uważnie swoim czarnym niczym krucze pióro okiem. Mimo maski zasłaniającej większą część twarzy dobrze potrafiła rozszyfrować, że zastanawia się nad czymś kurczowo.
- Mała Misae postanowiła wziąć udział w egzaminie? - znak zapytania na końcu jego wypowiedzi był tak słabo zaznaczony, że brzmiało to dużo bardziej jak stwierdzenie.
   Szatynka chwyciła się pod boki i uniosła badawczo brew. Zazwyczaj nie miała z tym problemu, ale tym razem nie potrafiła wyłapać tonu czy nastroju jego wypowiedzi.
- Tak, czekają na rozpoczęcie – zmierzyła go ponownie wzrokiem – twoje słowa zmotywowały ją do poprawy – niby chciała mówił beznamiętnie, ale gdzieś na dnie dało słyszeć się żal. Czuła, że był to swoista porażka jej jako nauczycielki. Jemu wystarczyła jedna, krótka rozmowa by rozwiązać problem, z którymi ona borykała się od dłuższego czasu.
- Mówisz? – przymrużył oczy w pogodnym uśmiechu po czym szybko spoważniał – Naruto wraz z całą moją drużyną również się na to zdecydowali – rzucił patrząc na nią wymownie. Nie potrzebowała dużo czasu by zrozumieć do czego zmierza. Przygotowywali się na taką ewentualność.
- Przez całą akademię nie doszło do incydentu między bestiami, sądzisz, że teraz miałoby być inaczej? Podczas żadnej z misji czy treningów sześcioogoniasty nigdy nie wykazał żadnej aktywności – Kopiujący Ninja milczał chwilę. Już od dawna zachodził w głowę dlaczego starszyzna zdecydowała się na umieszczenie dwóch demonów, w jednym przedziale wiekowym jinchuriki, w jednej wiosce. Było to ogromne ryzyko, które nie wiedział dlaczego w ogóle podjęli. Tylko po to aby zaspokoić widzi mi się jakiejś tam rodziny. Cholerni głupcy.
- Czyżby Naruto? - otworzyła szerzej oczy obawiając się najgorszego scenariusza. Wyciągnął dłonie w uspokajającym geście.
- Wszystko w porządku…- czasem prawdę można nieco podkolorować.

~*~

    Siedziała w sali gryząc końcówkę ołówka. Zostało jej półgodziny do końca części pisemnej, a jej kartka świeciła pustkami… podobnie do jej głowy. Ich egzaminator Ibiki Morino ogłosił, że pierwsza część będzie polegała na rozwiązywaniu dziewięciu pytań i udzieleniu poprawnej odpowiedzi na tajemnicze pytanie dziesiąte, które mieli poznać po dwóch godzinach od rozpoczęcia sprawdzianu. Każde kolejne z zagadnień było dla niej bliższe czarnej magii niż tematyce ninja. Nic, kompletnie nic nie rozumiała, a krzątanina piszących odpowiedzi konkurentów doprowadzała ją do szaleństwa.
    Choinka jasna! Jak już zebrała się w sobie by podjąć wyzwanie, miała odpaść w przedbiegach? Mogła już tylko ściągać, ale zapuszczenia „żurawia” nigdy jej nie wychodziło i miała jakieś takie obawy moralne. No dobra. Obawy moralne miała największe godzinę wcześniej, ale teraz kończył jej się czas i pomysły. Zestresowana przycisnęła ołówek do kartki. Pod wpływem siły rysik połamał się. Przez chwilę patrzyła tępo na uszkodzone pisadło.
Już teraz nawet nie miała czym pisać! Super! Mogła jedynie liczyć, że ktoś się zlituje i pożyczy swój!
Zaraz!
Wróć!
W tył zwrot!
Na zad!
i inne zwrotu każące cofnąć się do ostatniego wątku.
    Chyba przypadkiem i czystym zrządzeniem losu miała szansę wyjść z tego bagienka, w jakie się zagrzebała po uszy.
    Odwróciła wzrok do chłopka siedzącego obok. Opierał twarz na dłoniach oczekując ostatniego pytania, z uzupełnioną wszystkimi odpowiedziami kartką. Szatyn w okularkach zmarszczył brwi.
- Przepraszam… - szepnęła i pokazała połamany ołówek. Shinobi spojrzał na zegar jakby oceniając czy jego pomoc jest coś warta, a potem ponownie na połamany przedmiot do pisania. Misae patrzyła na niego najbardziej żałośnie na ile było ją stać. Okularnik wypuścił powietrze z płuc i podał jej swój ołówek. I tak nie miał mu się do czego przydać.
    Z uśmiechem podziękowała i mogła zwrócić oczy na swoją kartkę. Przymknęła powieki, a gdy uniosła je do góry ujawniła pierwszy raz czarne tęczówki. Białka były dalej w swoim odcieniu, ale i tak widać było, że przez te kilka dni z pomocą stryja wiele się w niej zmieniło.
    Nie miała większego problemu by zacząć odczytywać wspomnienia szatyna z ostatniej godziny, ale podczas przepisywania kolejnej odpowiedzi zatrzymała się wpół słowa. Ten chłopak. On był podstawiony! Podstawiony chuunin. Powoli w jej umyśle prezentowała się scena. To wszystko było ukartowane! Dziesiątego pytania nie było, a oni mieli ściągać. Ten choler… horrendalny sadysta z bliznami na twarzy zaplanował wszystko dokładnie.
    Prychnęła pod nosem nie wierząc w to co widzi. Zmarszczyła zirytowana czoło, krzyżując ręce na piersi. Ona tu już miała rwać włosy z głowy ze strachu, a nie miała ku temu żadnego powodu? Jeśli zsiwieje to będzie to ich wina! No dobra… na to akurat było już nieco za późno. Zrezygnowała z przepisywania reszty odpowiedzi.

    Czując jak ktoś świdruje go wzrokiem, postanowił sprawdzić kto miał na to tyle czasu zamiast odpowiadać na pytania. W głębi sali, dostrzegł ją. Patrzyła na niego z tak dobrze widocznymi pretensjami, że nie mógł się nie uśmiechnąć. Nadymała policzki przez co przypominała małą, obrażoną dziewczynkę.
    „Te oczy… no proszę Yonnosuke, robicie ten sam grymas” - pomyślał, uważając by nie roześmiać się na głos. Nie miał wątpliwości, że ta mała należała to klanu Sanae. Przez wiele lat pracy w wywiadzie nie mógł pomylić tych czarnych oczu z niczym innym.
    Widział jak pod wpływem jego spojrzenia traci bojowy zapał, a tęczówki wracają do kolorowej wersji. Ona wiedziała, że on wiedział, o czym on wiedział, że ona wiedziała. Miał przynajmniej troszkę dodatkowej rozrywki.
    Wskazówki zegara nieubłaganie zbliżały się, by obwieścić porę na dziesiąte pytanie. Choć ona na spokojnie będzie mogła je odsłuchać.

    Kiedy Ibiki ogłosił zasady jakie miały tyczyć się ostatniej przeszkody by zaliczyć, przez chwilę miała ochotę wykrzyczeć na głos wszystkie sekrety, ale twarz Morino – dotknięta tak brutalnie przez lata śmiertelnie niebezpiecznego trybu życia, przerażała ją na tyle, że wolała zostawić wiedzę jaką zdobyła dla siebie. Na szczęście i tak Naruto ze swoją niepohamowaną potrzebą zwracania na siebie uwagi zdobył się na przemowę tak wzniosłą, że udało mu się powstrzymać większość uczestników przed rezygnacją.
    Cóż za „zaskoczenie” ją ogarnęło kiedy okazało się, że zaliczyli pierwszą próbę. Choć jednemu nie mogła odmówić. Szatynka, która z hukiem i wielkim szyldem ze swoim imieniem wpadła do sali rozbijając wielkie okna w drobny mak, naprawdę wprawiła Misae w osłupienie.
    Jakoś ten złośliwy uśmieszek i informacja, że po drugim etapie odpadnie połowa uczestników nie podobała jej się jeszcze bardziej. A jej przeszkadzało to małe oszustwo w teście… chyba do reszty postradała rozum… jak nic niedługo ktoś wystawi jej żółte papiery!

~*~

     Wróciła do domu. Przemknęła się na palcach do swojego pokoju tak by choć przez chwilę nie zwracać na siebie uwagi rodziny. Mogli jeszcze chwilę się pomartwić o to jak jej poszło, a ona musiała odpocząć. Opadła na materac, który jęknął głucho. Ten dzień był dla niej o wiele zbyt długi. Pomasowała skronie, niebezpiecznie pulsujące co mogło świadczyć tylko o zbliżającym się bólu głowy. Przymrużyła oczy, by słońce wpadające przez otwarte okno nie drażniło ich zbytnio.
    Zamrugała ciężko. Coś małego, czego kształtów nie potrafiła określić pod światło i z odległości. Przez chwilę miała swoisty, wewnętrzny konflikt czy powinna wstawać, czy zostawić tajemnicze „coś” tylko dla jej wyobraźni. Myślała, jęczała, kręciła się z boku na bok a przedmiot nie zbliżył się do niej ni o krok.
-Eh…! - stęknęła ciężko zmuszając się by wstać. Kroki stawiała tak ostrożnie jakby za chwilę miała stracić równowagę. Ważyła każdy pokonywany milimetr, aż wreszcie dotarła do celu. Mała, biała, ulepiona małpka trzymała karteczkę z napisem:
Brawo, kolejny sukces”
Nie wiedziała czemu, ale po ciele przebiegł ją lodowaty dreszcz. Rozejrzała się dookoła, ale nie widziała nikogo, ani też nie wyczuła. Zaczynało ją to przerażać.

~*~

    Czas między tamtym popołudniem, a kolejnym porankiem zdał się zniknąć w przeciągu mrugnięcia okiem. Następnego dnia wszyscy genini stali przed wielkim, ogrodzonym teren w poruszeniu oczekując, aż ich kolejna egzaminatorka, przedstawiająca się jako Anko Mitarashi wygłosi jakieś wzniosłe przemówienie i przybliży im kolejne zadanie.
    Misae starała się uporządkować sobie w głowie czy ma ze sobą wszystkie potrzebne rzeczy na przeżycie pięciu dni, a przynajmniej w taki ekwipunek kazali im się zabezpieczyć ubiegłego dnia po ogłoszeniu wyników. Przez cały wieczór nie mogła się zdecydować czy powinna brać więcej jedzenia, broni czy opatrunków… coś czuła, że tych ostatnich będzie potrzeba najwięcej; ale miała bardzo mało miejsca, by upchnąć wszystko.
- Witajcie robaczki – odezwała się szatynka by skupić uwagę młodzików – ten uroczy teren za mną to Czterdziesta Czwarta strefa bitewną, zwana inaczej „Lasem Śmierci”. Będzie waszym domem na najbliższe pięć dni, w ciągu których będziecie mieli za zadanie skompletować owe zwoje... – zza pleców wyjęła czarny z symbolem ziemi i biały – nieba –… każda z drużyn dostanie jeden z nich i będzie musiała zdobyć drugi od innej. - w tym momencie zrobiło się jasne dlaczego ilość drużyn zostanie zmniejszona o połowę – była to najbardziej przerażająca groźba jaką pozostawiła Anko na koniec ubiegłego dnia.
    Białowłosa rozluźniła się lekko. Spodziewał się, że będą się tam działy jakieś dantejskie sceny, a taki scenariusz jakoś jej nie odpowiadał… a przynajmniej było tak do czasu, aż usłyszała kontynuację zasad.
- Za chwilę każdy z was dostanie do podpisania klauzulę o ograniczonej odpowiedzialności – wyciągnęła plik kartek i podała skonsternowanym uczestnikom, którzy spojrzeli po sobie.
- Co… to ma znaczyć? - Naruto zmarszczył brwi, w grymasie wielkiej zadumy.
- To, że jeżeli ktoś straci życie, żeby nie było na mnie – zaśmiała się beztrosko.
    Po plecach kolorowookiej przeszedł lodowaty dreszcz, paraliżujący na chwilę wszystkie mięśnie. Szeroko otwartymi oczami patrzyła na Anko, która uśmiechała się do nich zadowolona. Uśmiech był tak szeroki, że pewnie już powoli zaczynały ją boleć policzki.
- Jedyne zasady jakie was obowiązują to zdobycie zwojów, których nie możecie otwierać do czasu dotarcia całą drużyną do wieży oddalonej o 10 kilometrów od bram, spod których będziecie wyruszać. Zadanie to musicie wykonać w ciągu pięciu dni. Poza tym macie wolną rękę – wzruszyła ramionami. Wszyscy jakoś w osłupieniu próbowali przetworzyć natłok informacji. Ktoś starał się wykrzyczeć zapytanie o jedzenie, ktoś inny martwił się czy pięć dni to nie za dużo, a jeszcze inny zachodził w głowę skąd ta zaszczytna nazwa „Lasu Śmierci”… bo przecież dużo ładniej brzmiałby „Las o ograniczonym stopniu bezpieczeństwa”. Jouninka starała się odpowiadać na wszystkie pytanie, choć jej cierpliwość z każdym kolejnym zdawała się być coraz bardziej na wyczerpaniu.
Misae wolała się nie skupiać się na poruszanych kwestiach. Dostała formularz do ręki i po przeczytaniu pierwszego aneksu o urwanych kończynach postanowiła nie wnikać w szczegóły. Takie umowy są jak kłótnia z kobietą – na początku słuchasz, dając wrażenie zainteresowanego, ale na koniec i tak wszystko akceptujesz. Idąc więc w zgodzie z tą myślą podpisała klauzulę. Im mniej wiesz – tym dłużej żyjesz… ta zasada bardzo do niej przemawiała w odniesieniu do wizji pięciu dni w tym przerażającym lesie.
    Hinata przyglądała się przyjaciółce zdziwiona jej szybkim działaniem.
- Misae? - zapytała, kątem oka zerkając na Kibę, który dyskutując o czymś zażarcie z Akamaru podejmowali wspólnie decyzję. Ogon psiny merdał tak szybko, że jeszcze chwila a uniósłby go w powietrze .
- I tak musimy to podpisać, więc nie ma znaczenia czy to przeczytam czy nie – odpowiedziała sensownie. Zapewne brzmiałaby pewniej gdyby nie malutka kropla potu, która spłynęła po jej skroni.
- Masz rację – przyznała Hyūga, również podejmując podobną decyzję. Trzeba było korzystać dopóki morale były dobre.
- Jak tam moje panie? - Kiba objął towarzyszki przewieszając ramiona przez ich szyję.
    Im dłużej Sanae przyglądała się otaczającym ją ludziom tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że Inuzuka był naprawdę niesamowity… byli chyba jedyną drużyną, w której płeć piękna był w większości, a jednak szatyn ani razu nie narzekał na taki przydział. Traktował towarzyszki jak równy z równym, darząc każdą szacunkiem. Na jego miejscu zapewne Naruto na każdej misji popisywałby się pusząc niczym paw, Shikamaru jęknąłby, że to wszystko jest upierdliwe, Chouji mruknąłby z ustami pewnie z ustami pełnymi łakoci, a Sasuke… a właśnie! O wilku mowa. Od samego początku odkąd stanęli na polanie czuła jak ktoś wzrokiem świdruje jej plecy i nie musiała się odwracać by wiedzieć kto to był. Czuła jeszcze jak kipi złością, za wczorajszy pokazanie języka.
- Zwarte i gotowe – zaśmiała się Misae i pozwoliła by „rodzynek” dalej je obejmując udał się całą trójką do namiotu gdzie po złożeniu podpisanych wszystkich formularzy otrzymali zwój ziemi. Mieli nadzieję, że brama numer 13 będzie szczęśliwa.
    Serce waliło jej coraz mocniej, rozprowadzając kolejną dawkę adrenaliny po całym ciele. Spojrzała po twarzach przyjaciół, którzy uśmiechnęli się pokrzepiająco. Skinęli głowami. Ostatnie odliczanie, ostatnie sekundy i gdy wybiła godzina 14, chuunin pilnujący wejścia otworzył stalową bramę. Przekręcił kluczyk w kłódce, a ta spadając na ziemię pociągnęła za sobą łańcuch, który zarzęził ciężko.
    Wspięli się na najbliższe drzewo i przeskakując z konaru na konar pokonywali kolejne metry. Chcieli zyskać przewagę.
    Dopiero po dłuższej przeprawie kiedy każdemu droga zaczęła dawać się we znaki postanowili przystanąć i omówić plan.
    Misae usiadła oddychając ciężko. Cały czas próbowała utrzymać ich tempo. Choć raz nie chciała być w tyle, więc niestety, ale musiała za to zapłacić. Była lekko czerwona, jednak w miarę szybko doszła do siebie, odzyskując zdrowe kolory.
- Hinata sprawdź obszar o promieniu jednego kilometera - polecił Kiba, który jakoś tak od samego początku założenia drużyny stał się jej niepisanym liderem. Dobrze sobie radził na tej pozycji, a dodatkowo panie nie kwapili się by rządzić.
    Hyūga skinęła głową uaktywniając Byakugan. Na drobnej skroni uwypukliły się żyłki.
    Milczenie jakie zapadło było tak głębokie, że słychać było ptaki, które swoim donośnym śpiewem oznaczały granice terytorium. Chyba dopiero wtedy po raz pierwszy poczuła, że faktycznie jest w lesie
- Pięćset metrów na północy-zachód jest trojka shinobi. - zakomunikowała, rozluźniają się lekko – raczej nas nie zauważyli bo nie zbliżają się w naszym kierunku – dodała.
    Eh… czyli oni naprawdę będą musieli walczyć o te zwoje. Misae wstała na równe nogi otrzepując z kurzu swoją czarną sukieneczkę. Wyciągnęła gumkę, którą przytrzymując w ustach na czas plecenia grubego warkocza, związała włosy. Chciała chociaż poważnie wyglądać.
    Dopiero po chwili zdała sobie sprawę z tego, że nie zdążyła powiedzieć im jakie postępy udało jej się osiągnąć przez te kilka dni.
    - Zrobimy tak, musimy ich rozdzielić, każdego po kolei łatwiej będzie złapać i przechwycić zwój niż atakując wszystkich naraz – przytaknęły mu zgodnie.
    - Wiecie… - odezwała się w końcu, nie wiedząc do końca jak zacząć temat. Uznała, że łatwiej im pokazać co dokładnie ma na myśli. Tęczówki stały się czarne, a drobny, łobuzerski uśmieszek pasował do niej jak nigdy wcześniej.
    -… to miała być taka niespodzianka – zaśmiała się do siebie widząc pełne zaskoczenia spojrzenia towarzyszy. Lustrowała wzrokiem otoczenie. Chyba raz udało jej się zrobić wrażenie i to pozytywne! Wiedziała, że mogą się jedynie domyślać co ta czerń oznacza… byleby nie jakieś chorubsko, a jak tak, to dobrze, aby trudno się było nim zarazić.
    Niesamowite było wreszcie widzieć płynącą wszędzie energię. Wszystko żyło. Wszystko było takie piękne. Drzewa w Lesie Śmierci były dużo bardziej naładowane chakrą niż te, które widziała w swoim ogrodzie ucząc się z wujem. Małe ptaszki i zwierzęta wybijały się z między nich świetlistym blaskiem niczym jasne gwiazdy na nocnym niebie. Był to widok, który chwytał za serce. Nigdy nie przypuszczała, że może gdzieś w duchu dziękować za to, że jest Sanae.
   Przeniosła wzrok w prawo, nie mogąc przestać się do siebie uśmiechać. Nagle otworzyła szerzej oczy. Wielka ściana energii pędziła w ich stronę. Jedyne co zdążyła zrobić słysząc już, jak Akamaru zaskomlał przerażony było pchnięcie z całych sił stojącej najbliżej Hinaty, gdyż Kiba miał szansę wykonać unik.

   Wszystko działo się w ułamku sekundy. Uderzenie ściany powietrza. Nogi odrywające się od kory. Krzyk, który wyrwał się z jej piersi. Huk.